STRIEGAU IM FEBRUAR 1945

Die Stadt Striegau in Niederschlesien wurde nicht rechtzeitig evakuiert. Als die Rote Armee die Stadt erreichte, war noch der größte Teil der deutschen Bevölkerung dort. Ein damals 19jährigen Mädchens aus der Thomasstraße berichtete:

"Während der Besetzung der Stadt durch die Russen befand ich mich mit meiner Mutter und noch anderen Frauen, Mädchen und Kindern im Keller [...]. Dort erschienen noch am Vormittag zwei Russen und nahmen mir die Uhr ab. Am Nachmittag kam ein russischer Kapitän, und wir mußten den Keller verlassen. Meine Handtasche mit den Personalpapieren hing noch am fluchtfertig gepackten Handwagen in unserem Hofe. Ich erhielt sie von einem Russen gegen eine Flasche Schnaps zurück. Der russische Kapitän schien seine Leute in guter Zucht zu halten, denn solange er in der Nähe war, wurden wir nicht belästigt. Gegen Abend hörten wir jedoch die ersten Schreie vergewaltigter Frauen und Mädchen in der Thomasstraße. Am 14. 2. ging ich mit meiner Mutter in unsere Wohnung zurück, wo ich an diesem Tage mehrmals vergewaltigt wurde. Zur gleichen Zeit erging es zwei anderen Mädchen in unserem Hause ebenso. Am 16. 2. mußten sich die Bewohner der Thomasstraße in den Keller des Elisabethheims am Kirchplatz begeben. Nur meine Mutter, einige Frauen und ich wurden zurückbehalten, und wir mußten für die Russen kochen. Da die russische Front am Ende der Thomasstraße vor dem Eisenbahnviadukt verlief und die deutschen Soldaten sich in den Reuschel-Häusern befanden, wurde unser Leben bald zu einer unerträglichen Qual, denn in der Straße tobte der Kampflärm, krachten deutsche Einschläge, starben Menschen, gellten die Schreie Verwundeter und vergewaltigter Frauen, auf welche die Russen ständig Jagd machten, während in den Wohnungen die betrunkenen Russen die Rundfunk- und Grammophon-Apparate pausenlos spielen ließen und sich die wüstesten Szenen abspielten. Meine Mutter versuchte sich in diesen Tagen am Kleiderschranke zu erhängen, sie wurde jedoch von einer Hausbewohnerin rechtzeitig ins Leben zurückgerufen. Ein Russe aus Baku bemühte sich, meine Mutter und mich vor den ärgsten Belästigungen zu schützen. Am Sonntag wurden die Russen von einer noch wesentlich schlimmeren Truppe abgelöst. Am Vormittag des Montag erschien in unserer Wohnung ein 20jähriger Leutnant, der sich über die vorhandenen Hausbewohner orientierte, dann aber wieder ging. Am frühen Nachmittag kam er wieder. Er war betrunken und in Begleitung seines Burschen, der eine Flasche Arrak und ein Wasserglas bei sich trug. Wir wurden aufgefordert zu trinken und, als wir uns weigerten, mit der entsicherten Pistole dazu gezwungen. Ich mußte drei wolle Wassergläser mit Arrak hintereinander austrinken. Der Leutnant befahl dann meiner Mutter und dem Burschen, das Zimmer zu verlassen, anschließend hat er mich vergewaltigt. Als er später wütend zur Tür rannte, weil an derselben immerfort ein Soldat pochte, flüchtete ich ins Vorzimmer zu meiner Mutter, die auf einem Stuhl neben dem Bette saß, in welchem ich mich in einem Alkoholrausche zu verstecken suchte. Wütend und schießend, wobei ein Wandbild getroffen wurde, folgte er mir auch dorthin und forderte meine Mutter wieder auf, sich zu entfernen. Als sie sich weigerte, erschoß er meine Mutter mit einem Schuß in die rechte Schläfe. Sie war sofort tot und sank mir als Leiche in die Arme; ihr Blut besudelte mich und das Bett. Der Leutnant warf nun die Leiche meiner Mutter auf den Fußboden und vergewaltigte mich nochmals“.

aus: M. Bojanowski, E. Bosdorf, Striegau. Schicksale einer schlesischen Stadt, Schöppenstedt, Braunschweig (Hans Oeding) o.J.
STRZEGOM W LUTYM 1945 ROKU

Miasto Strzegom na Dolnym Śląsku nie zostało w porę ewakuowane. W chwili dotarcia Armii Czerwonej do miasta znajdowała się w nim jeszcze większa część ludności niemieckiej. Jedna wówczas 19-letnia dziewczyna z ul. Św. Tomasza informuje:

"Podczas zajmowania miasta przez Rosjan wraz z matką i innymi kobietami, dziewczętami i dziećmi znalazłam się w piwnicy [...]. Jeszcze przed południem pojawiła się tam dwaj Rosjanie i zabrali mi zegarek. Po południu przyszedł rosyjski kapitan i musieliśmy opuścić piwnicę. Moja torebka z dokumentami osobistymi wisiała jeszcze na wózku, który przygotowany do ucieczki stał w podwórzu. Zwrócił mi ją jeden Rosjanin za butelkę wódki. Wyglądało na to, że kapitan rosyjski trzymał swoich ludzi w ryzach, ponieważ tak długo jak znajdował się on w pobliżu, nikt nas nie napastował. Pod wieczór jednak usłyszeliśmy pierwsze krzyki gwałconych kobiet i dziewcząt przy ul. Św. Tomasza. W dniu 14.II wraz z matką udałam się z powrotem do naszego mieszkania, w którym tego dnia zostałam kilkakrotnie zgwałcona. W tym samym czasie to samo spotkało jeszcze dwie inne dziewczyny z naszego domu. W dniu 16. II mieszkańcy ul. Św. Tomasza musieli udać się do piwnicy Domu Św. Elżbiety przy Placu Kościelnym. Zostawiono tylko moję matkę, kilka kobiet i mnie, i musiałyśmy gotować dla Rosjan. Ponieważ front rosyjski przebiegał na końcu ul. Św. Tomasza przed wiaduktem kolejowym, a żołnierze niemieccy znajdowali się w domach Reuschela, życie nasze szybko stało się męką nie do zniesienia, ponieważ na ulicy rozlegały się odgłosy walk, huczało od niemieckich uderzeń, ginęli ludzie, rozlegał się przeraźliwy krzyk rannych i zgwałconych kobiet, na które Rosjanie stale polowali, podczas gdy w mieszkaniach rozgrywały się najstraszliwsze sceny, a pijani Rosjanie bez przerwy puszczali głośno muzykę z aparatów radiowych i gramofonów. W tych dniach moja mama próbowała powiesić się na szafie ubraniowej, ale jedna z sąsiadek uratowała ją jednak w porę. Jakiś Rosjanin z Baku starał się ochraniać mnie i moją mamę przed najgorszym napastowaniem. W niedzielę Rosjanie zostali zluzowani przez jeszcze znacznie gorszy oddział. Tego poniedziałku przed południem pojawił się w naszym mieszkaniu 20-letni podporucznik, który chciał się zorientować względem obecnych mieszkańców domu, ale potem poszedł. Wrócił wczesnym popołudniem. Był pijany, przyszedł w towarzystwie chłopca, który miał przy sobie butelkę araku i szklankę. Nakazano nam pić, a kiedy odmówiłyśmy, zmuszano nas trzymając odbezpieczony pistolet. Musiałam wypić trzy pełne szklanki araku, jedną za drugą. Potem podporucznik rozkazał mojej mamie i chłopakowi, by opuścili pokój, i zgwałcił mnie. Kiedy wściekły biegł później do drzwi, bo pukał do nich stale jakiś żołnierz, uciekłam do dużego pokoju, gdzie była moja matka, która siedziała na krześle obok łóżka, do którego usiłowałam się schować w upojeniu alkoholowym . Rozwścieczony, strzelając, trafiwszy w obraz na ścianie, podążył i tam za mną, i znów nakazał mojej mamie, by się oddaliła. Gdy odmówiła posłuszeństwa, zastrzelił ją jednym strzałem w prawą skroń. Zginęła na miejscu, a jej zwłoki osunęły mi się na ramiona; jej krew poplamiła mnie i łóżko. Podporucznik rzucił zwłoki mojej mamy na podłogę i jeszcze raz mnie zgwałcił."

z: M. Bojanowski, E. Bosdorf, Striegau. Schicksale einer schlesischen Stadt (Strzegom. Losy śląskiego miasta), Schöppenstedt, Braunschweig (Hans Oeding) b.r.

Dieser Text stammt aus dem Austellungskatalog:
"Wach auf mein Herz und denke!" - Zur Geschichte der Beziehungen zwischen Schlesien und Berlin-Brandenburg
"Przebudz się, serce moje, i pomyśl" - Przyczynek do historii stosunków między Śląskiem a Berlinem-Brandenburgia
Hrsg.: Gesellschaft für interregionalen Kulturaustausch - Berlin / Stowarzyszenie Instytut Śląskie - Opole
Berlin-Oppeln 1995, ISBN 3-87466-248-9 sowie ISBN 83-85716-36-X